Uwaga o Adamie i Ewie

Na Świętego Bartłomieja,
z poruczenia dobrodzieja
zacny pan na Czersku Adam
z żoną swoją takoż gada:
-Ewo moja, me kochanie,
ponoć dobrze mieć staranie
by próżno nie było w dzbanie
i by skrzynie w pełnym stanie
w Bartłomieja noc świętego
do kościoła najbliższego -
co ty na to - ruszać muszę.
-Ruszaj zatem, na mą duszę,
mądry wszakże ksiądz Grzegory
rady dobre do tej pory
dawał nam - z modlitw nie jego
powiłam synaczka twego?
-Takoż było, wraz uchodzę-
W dwa pacierze już był w drodze.
Owóż bacząc mnich Grzegory
wsuwa głowę do komory
kędy cicho Ewa siedzi -
niecierpliwa jest odwiedzin.
Siada klecha z brzegu śmiało
chętnie zerka na jej ciało,
ona dotknąć się nie zbrania
i pozbawia go ubrania.

Adam wtedy do kościoła
wkracza raźnie i z wesoła
wszakże pełen pobożności:
do świętego przybył w gości.
Śmiało idzie do ołtarza -
wtem tak jakby się przeraża.
Wziąc zapomniał Bogu daru,
a dać miał tysiąc denarów,
co je k'temu właśnie sprawił.
Z miną kwaśną pas poprawił
i szybko w drogę z powrotem,
by na nieszpór być ze złotem.
Był juz przedzmierzch gdy zziajany,
w dom przez służbę był witany.
Ruszył raźnym krokiem w górę,
pachołkowi przylał w skórę,
zdyszan wchodzi do komnaty
a tam nieład - w koło szaty.
Zali to nie jego luba
w objęciach u Belzebuba?
Tak się mocno tym zatrwożył,
że nieznany strach w nim ożył,
stanął niby w ziemię wryty;
szatan wówczas zlazł z kobiéty,
sukna zwinął bystrym ruchem,

panu łeb nakrył kożuchem.
Czmychnął potem w dół na schody.
Krzykła Ewa: -Świętej wody!
Adam futro z głowy zrzucił
i do zmysłów z wolna wrócił.
-Święty Jerzy! Co się stało!?
-Siarką wprzódy zaśmierdziało,
potem w chmurze rodem z piekła
jakaś mara się przywlekła.
Sam Lucyper dusiłże mię,
już myślałam - wgniecie w ziemię.
Święta Marto! - na mą duszę
ja święconej wody muszę!
Adamowi zrzedła mina,
kazał sobie podać wina,
potem pobiegł do kaplicy,
gdzie klęczał pośród ciemnicy
brat Grzegory. Skrzesał świcy
i jął karcić gniewny słowy:
-Źleś pilnował białogłowy!
Pozwoliłeś aby diabły
żonę w domu mym napadły!
Skończył pacierz mnich pobożnie,
wstał dostojnie i ostroznie.

Był zmęczony, ciężko dyszał,
głos się jego ledwie słyszał:
-Cóż to prawisz, panie miły!
Zważ swe słowa! Nad me siły
ja tu Boga prosić muszę,
niechby zbawił wasze dusze.
Przerywając nabożeństwo
pewnie nadwątliłeś męstwo.
Chwilę później wbiegłbyś w mury,
jutro mółbyś począć córy.

scriptum per manus Esberi actum et datum
die XI mensis augusti sub anno Domini MM


|     Diablik ze Szwabii    |    Sprzeczka    |    Uwaga o Adamie i Ewie    |


Prywatna strona Tomasza Pękali - 2002

STRONA GŁÓWNA